Zalogowani

Naszą witrynę przegląda teraz 2 gości 

Najnowsze zdjęcia

Statystyki

Użytkowników : 259
Artykułów : 566
Zasoby : 6
Odsłon : 243780

Logowanie



wiara.pl - informacje

Najciekawsze wiara.pl
  • Witaminy Jana Pawła II
    Mają po 27 lat. Przed 7 laty lekarz powiedział, że o dzieciach mogą zapomnieć... Wkrótce potem urodziła się Zuzia, dalej Blanka, a w sierpniu pojawi się kolejny mały cud.
  • Żeby nas Zmartwychwstały kształtował
    Takie świąteczne życzenia.
  • Jawne tajemnice
    "Jawne tajemnice" to kolejna przełożona na polski książka zeszłorocznej laureatki literackiego Nobla Alice Munro. W tym roku w Polsce ukażą się jeszcze dwa tomy opowiadań kanadyjskiej pisarki.
  • Coming Home
    Klip grupy Kaiser Chiefs, promujący album "Education, Education, Education & War":
  • Tańcem chwalmy Go!
    O modlitwie gestem i stawaniu przed Bogiem całym sobą z Anną Wieradzką, katechetką i instruktorką tańca, rozmawia Anna Kwaśnicka.


V Niedziela zwykła - rok A PDF Drukuj Email
Wpisany przez dk. Damian Kuchta   
niedziela, 06 lutego 2011 00:41

V NIEDZIELA ZWYKŁA – rok A

KOMENTARZ DO EWANGELII

Mt 5, 13-16

Tak niech wasze światło jaśnieje przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie.

Św. Ignacy Loyola zachęca, abyśmy wszystko czynili ad maiorem Dei gloriam – na większą chwałę Bożą. To dewiza zakonu jezuitów, ale każdy chrześcijanin powinien przyjąć to wezwanie jako swoje życiowe zadanie. Jako chrześcijanin jestem wezwany do świadectwa, a najbardziej czytelnym świadectwem jest żywa księga mojego życia. Dobry przykład to żywy przykład. Jestem chrześcijaninem, a więc jestem wezwany do tego, aby pomnażać dar, który otrzymałem i dzielić się tym darem z innymi.

Dawna tradycja nakazywała podawać nowo ochrzczonym sól. Wiążąc symbolikę soli z sakramentem chrztu można dostrzec pewną analogię. Sól od samego początku ma swój charakterystyczny smak, raz na zawsze nadany. Trudno wyobrazić sobie słodką sól – nie byłaby już solą.

Soli nie można posolić, by była bardziej słona – albo jest solą, albo nią nie jest. Od samego początku sól ma swoje „powołanie” – ma nadawać smak, tylko dlatego, że jest solą. Nie ma żadnych innych warunków – sól ma nadawać smak, a tej właściwości i tego „powołania” bynajmniej nie zawdzięcza sobie. To właściwość, którą otrzymała „w pakiecie” razem ze swoim imieniem, jako załącznik do imienia „sól”. Powołanie do następstwem jej tożsamości, chcianym czy niechcianym, po prostu jest. Ale to tylko początek, bo w pakiecie jest jeszcze jedno zadanie. Aby nadawać smak trzeba pozostawać solą i dbać o to, by sól nadal była solą. Lecz jeśli sól utraci swój smak, czymże ją posolić? Wszyscy dobrze wiemy, ile warta jest sól, która zwietrzeje.

W czasie chrztu otrzymuję nowe imię, jedno jedyne, raz na zawsze, a wraz z nowym imieniem – nowe życie i nowe powołanie „w pakiecie”, gratis, to nic mnie nie kosztuje, bo nawet nie byłbym wstanie zapłacić. Stając się chrześcijaninem staję się solą – powołany do tego, by nadawać smak innym, ale i powołanym, by samemu pozostać pełnym życiodajnego smaku. Krótko mówiąc, żeby pomagać innym muszę stale podnosić swoje kwalifikacje. Lekarz, żeby lepiej leczyć, kucharz, żeby lepiej gotować, informatyk nie może poprzestać na tym, czego raz się nauczył, bo technika wciąż się rozwija. Nie mogę spocząć na laurach. Powiedzenie mówi, że kto się nie rozwija, ten się cofa. Jako chrześcijanin również muszę stale podnosić swoje kwalifikacje, a moim celem jest świętość. Tylko wtedy będę mógł innych zarażać pragnieniem świętości, jeśli sam będę napełniony tym pragnieniem. Musze dbać o swój smak, o swój wizerunek. Lecz jeśli sól utraci swój smak, czymże ją posolić? Na nic się nie przyda, chyba na wyrzucenia i podeptanie prze ludzi. Taki jest los bezużytecznego chrześcijanina, który marnuje swoje życie prze egoistyczne zapatrzenie w siebie. Jako chrześcijanin jestem wezwany do tego by być solą, jestem wezwany do świętości. Jestem chrześcijaninem, a więc jestem „Chrystusowy”, jestem od początku przeznaczony dla Chrystusa, jestem powołany do świętości, a to powołanie otrzymałem „w pakiecie” z imieniem. Powołanie do świętości – to moje drugie imię.

Prawdziwej świętości nie da się ukryć. Święci są jak magnes, przyciągają do siebie wszystkich, którzy są w ich otoczeniu. Świętości nie da się ukryć, bo świętość mojego życia ma być świadectwem, ma być światłem, które świeci przed ludźmi. Absurdem jest ukrywanie zapalonej świecy. Z tego może być tylko więcej szkody niż pożytku. Powołanie do świętości jest połączone „w pakiecie” z wezwaniem do świadectwa. Świecić przed ludźmi, to dawać świadectwo. Święty nie może się ukryć, bo zawsze spala się dla Chrystusa i dla innych. A światło jest jakby produktem ubocznym spalania się świecy. Tego się nie da uniknąć, świeca spalając się nie może nie świecić i odwrotnie – nie może dać światła inaczej jak tylko spalając się. Świeca jest po to, by się spalać, najpierw się spala by dzięki temu spalaniu się obdarzać innych światłem. I tak jak słońce świeci nad dobrymi i złymi, tak światło świadectwa jest skierowane do wszystkich. Nie zapala się lampy i nie umieszcza pod korcem, ale na świeczniku, aby świeciła wszystkim, którzy są w domu. Chrześcijanin powinien zawsze być na świeczniku, takie jest moje imię, takie jest moje powołanie, bez tego nie jestem sobą, bez tego nie spełniam swojego zadania. Co to za sól, która nikomu nie służy, co to za lampa, która nikomu nie służy światłem? Sól zwietrzeje, lampa zardzewieje…

Pozostaje pytanie, co to znaczy być świadkiem, co to znaczy być solą i światłem? Odpowiedź daje sam Jezus. Tak niech wasze światło jaśnieje przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie. Te słowa są doskonałym nawiązaniem do zachęty zawartej w czytaniu z Księgi Izajasza: Jeśli podasz chleb zgłodniałemu i nakarmisz duszę przygnębioną, wówczas twe światło zabłyśnie w ciemnościach, a twoja ciemność stanie się południem. Być świadkiem to spalać się w dziele miłosierdzia, to świecić poprzez dobre uczynki. Świętość powinna stać się jak wirus, który zaraża każdego, z kim się spotykam, świat powinna ogarnąć epidemia świętości, rozprzestrzeniająca się naturalną drogą poprzez dobre uczynki, poprzez miłość. Na miłość nie można pozostać obojętnym. Miłość nie tylko czyni lepszym tego, kto kocha, ale i rozlewa się wszędzie dokoła, przynosi uśmiech na twarzy, rozpogadza serce i wprowadza w życie nowy entuzjazm do czynienia dobra. A wszystko to ad maiorem Dei gloriam – dla większej chwały Bożej.

Tak niech wasze światło jaśnieje przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie.

Kl. Damian Kuchta

 

Zmieniony: niedziela, 06 lutego 2011 00:50